Poczytaj / Opowiadania - lubię czytać
Zepsuty samochód
Zepsuty samochód
W maju wszystkie kapliczki są w Promyczkowie pięknie przystrojone. Podobno w nocy, kiedy śpią już nie tylko dzieci, ale i dorośli, Matka Boża chodzi od kapliczki do kapliczki i zabiera zostawione w nich prośby. Zagląda do kapliczki pod lasem, gdzie śpiewa złocista wilga i do tej w szczerym polu, nad którą unosi się zawsze stado wróbli. Do ukrytej w krzaku kwitnącego bzu i tej przy ruchliwym przystanku autobusowym, na której siadają białe gołębie. Wydeptuje ścieżki i ścieżynki, a mieszkańcy Promyczkowa mówią, że to Maryjne dróżki – i chętnie po nich sami spacerują.
Gosia też zostawiła w kapliczce swoją prośbę. Pierwszej Komunii Świętej. Czuła, że coś jest nie tak. No, bo … taka święta Tereska na przykład: pisała wyraźnie, że Pan Jezus złożył tego dnia na jej sercu pocałunek. Babcia Zuzia też mówiła o jakimś radosnym uniesieniu. Nawet Baśka przysięgała, że tak jakoś jasno jej się zrobiło nagle przed oczami, jakby była w niebie. Tymczasem ona – znaczy Gosia – nie przeżyła ani jednej z tych niezwykłych rzeczy. Miała więc poważny problem. Jaki? Taki mianowicie, czy Pan Jezus przeszedł w końcu do jej serca czy nie …
- E, to tylko takie gadanie! – uspokoił ją Piotrek, gdy mu o tym powiedziała – Ja też nie przeżyłem żadnych niezwykłości, a dałbym się pokrajać na szczypiorek, że Pan Jezus zameldował się w moim sercu, i to na dobre i złe!
Gosia, słysząc to, bardzo się zdziwiła.
- Jak to? Skąd wiesz? – zapytała.
- Przecież czuję! Kiedy tylko coś kombinuję, natychmiast grozi mi palcem, a kiedy skaczę z radości, On skacze razem ze mną!
- Pan Jezus? Żartujesz!
- Wcale nie! Może za mało się modlisz?
Twarzyczka Gosi poczerwieniała ze wstydu. Piotrek miał rację. Postanowiła modlić się odtąd więcej. I to tak prawdziwie i szczerze jak pierwsi chrześcijanie. Już wkrótce w jej sercu pojawiły się pierwsze iskierki miłości. Bożej miłości. Jakże była szczęśliwa. W dodatku przekonała się , że Pan Bóg coraz częściej wysłuchuje jej modlitwy. Ależ tak!
Wracała któregoś dnia ze szkoły, kiedy koło kapliczki przy drodze nagle zobaczyła kobietę z zepsutym samochodem. Kobieta stukała narzędziami i obcasami, trzaskała drzwiczkami i w ogóle była okropnie zdenerwowana.
- A niech to diabli! – zawołała na widok Gosi, która nie dość, że się na nią gapiła, to jeszcze miała, jej zdaniem, bardzo głupią minę.
- Proszę tak nie mówić – zaprotestowała Gosia. – Na pewno jest jakiś sposób. Trzeba się tylko pomodlić!
- Pomodlić?! - wybuchnęła kobieta.
- śmieszna jesteś! Tu potrzebny jest porządny mechanik samochodowy! Lepiej idź już sobie!
Nie była to z całą pewnością mieszkanka Promyczkowa.
Może wybrała drogę na skróty i tylko przypadkiem trafiła na naszą Maryjną dróżkę? – zastanawiała się Gosia
Przykro się jej zrobiło i tak jakoś smutno. Ale już po chwili przypomniała sobie, że … zna takiego jednego mechanika! Najlepszego i – od wszystkiego!
Zaczęła odmawiać swoją niezawodną modlitwę, kiedy zobaczy ła nadchodzące koleżanki: Anię i Basię.
- Pomódlcie się ze mną! Szybko! To bardzo ważne – prosiła gorączkowo.
Dziewczynki popatrzyły na nią zdziwione, a przekonawszy się, że nie żartuje, dołączyły także swoje niezawodne modlitwy.
Nagle w pobliżu kapliczki rozległ się głośny warkot silnika.
Gosia byłą w siódmym niebie, kiedy nieoczekiwanie usłyszała tuż obok znajomy głoś Piotrka. – modlicie się? Na środku ulicy? – zapytał zdziwiony.
Roześmiała się – My tylko .. naprawiamy samochód~! – wyjaśniła z niewinną miną.
Autor: Napisała Ewa Skarżyńska
| Ilość komentarzy: [0] | dodaj opinie/oceń |
||
| krótki opis | pełny opis | chronologicznie | według tematów |
|---|---|---|---|




















